W każdej dyscyplinie sportu są zawodnicy cieszący się ogromną sympatią kibiców bez względu na osiągane rezultaty. Mają oni w sobie to coś, co sprawia, że w jednej chwili potrafią zjednywać sobie fanów. Kimś takim jest w świecie skoków Szwajcar Simon Amman. Na każdych zawodach jest gorąco witany przez kibiców. Urodzony w 1981 roku zawodnik w zawodach Pucharu Świata zadebiutował w 1998 roku w niemieckim Obersdorfie. Premierowy występ wypadł bardzo dobrze, gdyż Simon uplasował się na piętnastym miejscu. Na pierwsze podium przyszło mu czekać jeszcze przez trzy lata. Historyczne miejsce zajął w najlepszym możliwym dla siebie miejscu. Podczas domowych zawodów w Engelbergu wywalczył drugie. miejsce. Cały świat dowiedział się o Ammanie w sezonie 2001/2002. Miał być to kolejny sezon absolutnej dominacji Adama Małysza. Rzeczywistość okazała się inna. Turniej Czterech Skoczni wygrał Sven Hannawald, a na skoczniach w Salt Lake City dominował Szwajcar. Jego dwa złote medale były ogromnym zaskoczenie zważywszy, że niewiele wcześniej miał groźnie wyglądający upadek w Willingen. Skacząc bez obciążeń nie dał rywalom szans. Kolejne sezony nie były tak udane. Ammanowi brakowało stabilizacji. Kolejny sukces przyszedł dopiero w 2007 roku. Ale za to, jaki!. Szwajcar podczas MŚ w Sapporo wygrał zawody na dużej skoczni. Od sezonu 2008/2009 jego forma się ustabilizowała. Zaczął regularnie zajmować wysokie lokaty w zawodach Pucharu Świata.
Sezon 2009/2010 od początku pokazywał, że będzie się trzeba z nim liczyć. W klasyfikacji generalnej rywalizował na równi z Gregorem Schlirenzauerem. Olimpiada w Vancouver było powtórką rywalizacji z Park City. Szwajcar znów latał na poziomie niedostępnym dla innych. Dwukrotnie za jego plecami plasowali się Małysz i Schlirenzauer.
-
Skoki narciarskie